poniedziałek, 13 października 2014

01. Sorry not sorry

- Julie, przypomnij mi, ile masz lat?
Westchnęłam z irytacją. Co jak co, ale mój brat powinien wiedzieć ile mam lat. Powinien wiedzieć w jaki dzień, o której godzinie (z sekundami) się urodziłam.
- 16, Ethan, nie załamuj mnie i zwolnij trochę. Zaraz spowodujesz wypadek, a ja chciałabym jeszcze trochę pożyć.
- Skoro to już 16 - zaczął - może zrobisz sobie prawko? Kupiłbym ci jakieś małe auto i sama mogłabyś jeździć do szkoły.
- Chyba sobie żartujesz - prychnęłam.
- Niby czemu? Cały czas narzekasz na mój sposób jazdy.
- Po pierwsze: lubię to auto i nie jeździłabym innym. Po drugie: już wolę jeździć z tobą. Po trze...
- Ale przecież... - przerwał mi.
- Nie przerywaj mi, gdzie twoje maniery? - wbiłam w niego swoje lodowate spojrzenie. Tak, lodowate. Moje oczy mają odcień tak intensywnego błękitu, że lekarze myśleli, że nie będę w stanie widzieć.
- Sama przed chwilą mi przerwałaś - stukał palcami o kierownicę oczekując zielonego światła.
- Przerwałam ci, ponieważ ty mi przerwałeś. To nieładnie z twojej strony - zmrużyłam oczy.
- Skończmy temat - uniósł ręce w geście kapitulacji.
- Trzymaj tą kierownicę, półgłówku.
Przewrócił oczyma i już się nie odezwał. Gdy wjechaliśmy na szkolny parking, rzuciłam mu krótkie ,,Pa'' i wysiadłam z samochodu. Patrzyłam na ogromny budynek. Chodzę do Wyższej Szkoły Imienia A. Nobla. To bardzo dobra i wymagająca instytucja. Są tu same bogate i rozpuszczone dzieciaki. Oczywiście ja jestem wyjątkiem.  W kwestii nauki, nie mam się czego obawiać, bo nie mam z nią problemu. Bardziej nie lubię ludzi. Ludzie z resztą nie lubią mnie. Jak to szło? ,,McCullough to taka dziwaczka''. Tylko, że ta osoba nie użyła słowa ,,dziwaczka''. Użyła wulgaryzmu, ale ja nie przeklinam. To niekulturalne i niestosowne. Jeśli mam być szczera, nie obchodzi mnie, czy ktokolwiek na kuli ziemskiej mnie lubi. Kocham jedynie swojego brata. Zdałam sobie sprawę, że stoję cały czas w miejscu gapiąc się na budynek, więc ruszyłam do wejścia. Otuliłam się szczelniej płaszczem. Pogoda w stanie Waszyngton zawsze jest zdradliwa. Na niebie wisiały szare chmury. Co się dziwić, skoro to najbardziej deszczowa część Stanów? Przed wejściem zobaczyłam grupkę ludzi. Dyskutowali pewnie o czymś, co zupełnie nie ma sensu. Jak zwykle. To niby prestiżowa szkoła, a mało w niej naprawdę mądrych i inteligentnych ludzi. Mijając ich weszłam do budynku. Chciałam oszczędzić im wysiłku w wymyślaniu obelg w moją stronę. To chyba miły uczynek. Zostawiłam płaszcz w szatni i usiadłam na ławce w korytarzu szukając planu lekcji, wykazu dzwonków i słuchawek do telefonu. W końcu znalazłam małą karteczkę, gdzie widniał napis ,,Pierwszy dzwonek, godzina 7.45''. Spojrzałam na zegarek który miałam na ręce. Wskazywał 7.40, więc miałam jeszcze 5 minut. Następnie odszukałam plan lekcji. Na pierwszym miejscu była historia w sali 1342. Westchnęłam. Trochę zajmie mi dojście tam. Budynek jest naprawdę wielki i można się w nim zgubić. Ja znałam go już na własną kieszeń. Wsadziłam rękę do torby, w celu wydobycia słuchawek. Podłączyłam je do telefonu, włożyłam w uszy i włączywszy mój ulubiony utwór ruszyłam korytarzem w stronę schodów. (od autorki: zachęcam do kliknięcia w piosenkę, jest naprawdę przepiękna i może wam przybliżyć nieco charakter Julie).
- My love, leave yourself behind... - nuciłam.
Skręciłam już parę razy, a teraz czekały mnie schody na trzecie piętro. Westchnęłam i zaczęłam dzielnie pokonywać stopnie. Wsłuchałam się w słowa tak dobrze znanej mi piosenki i znowu niekontrolowanie zaczęłam ją nucić. Słyszałam, ze ktoś za mną idzie i chichocze. Ale miałam to gdzieś. Wreszcie dotarłam na trzecie piętro. Teraz pozostało wejść do klasy, ignorować wszystko i wszystkich oprócz profesora. Korytarz był prawie pusty, bo jednak większość woli być w klasie przed nauczycielem. Dostrzegłam pod ścianą całującą się parę. Skrzywiłam się. Mnie nigdy jakoś nie ciągnęło do chłopaków. Nie, nie jestem homoseksualna. Ja nie wiem, czy w ogóle będę kiedykolwiek w stanie kogoś pokochać. Ja raczej jestem skazana na samotne, melancholijne życie.
Weszłam do klasy i zlustrowałam wszystkich. W ostatnich ławkach przy oknie siedziała tak zwana ,,elita''. Najbogatsze, najlepiej ubrane, najgłupsze dzieciaki w całej szkole. W paru ławkach przed nimi, głupie dziewczyny które chciały się im przypodobać. Po drugiej stronie siedziały tak zwane Córy i Synowie Ciemności. Można się domyślić, że to goci. Oni specjalnie mi nie przeszkadzali, nie zajmowali się obrażaniem mnie. Zajmowali się sobą i nie zwracali uwagi na innych. W pierwszych ławkach przy biurku siedziała grupa ,,kujonów''. Nie podoba mi się to określenie, ale to nie ja je wymyśliłam, prawda? Reszta klasy to bardziej ludzie z przedmieści. Jak da się zauważyć, jesteśmy tu podzieleni na grupy. Ja mam własną, jednoosobową grupę - dziwak. Oczywiście takiej opinii nie wyrobiłam sobie sama. Wszystkie oczy patrzyły na mnie, jak zwykle. Usiadłam w swojej ławce, wyciągając książkę. Usłyszałam dzwonek, więc wyciągnęłam słuchawki z uszu. Do sali wszedł pan Hever.
- Dzień dobry, klaso - stanął przy tablicy poprawiając okulary, nie czekając na naszą odpowiedź - Referaty złóżcie na moim biurku po lekcji. Dziś porozmawiamy o udziale Amerykanów podczas II wojny światowej.

~

Nie mogłam doczekać się końca lekcji. Marzę o tym, by położyć się w łóżku i nie wstawać. Stałam teraz na parkingu czekając na swojego brata. Zaczęłam nerwowo tupać nogą, bo nie dość, że rano był bezczelny, jeszcze ma czelność się spóźniać. 50 metrów ode mnie stał chłopak z dwoma dziewczynami. Z jedną rozmawiał, gestykulując a na drugą nie zwracał najmniejszej uwagi. Mogłam się domyślić, że rozmowa była o mnie, bo co chwilę rzucali mi spojrzenia pełne pogardy. Zacmokałam z dezaprobatą i znowu nerwowo tupałam nogą. Zobaczyłam, że Ethan wjeżdża na parking i trochę się rozluźniłam. Zatrzymał swoje białe Audi dokładnie przede mną. Wsiadłam, zapięłam pas i zanim zdążył otworzyć usta i powiedzieć ,,Cześć'', ja odezwałam się pierwsza.
- Spóźniłeś się - przerwałam by zerknąć na zegarek który miałam na ręce - o 6 minut i 27 sekund.
- Oh, jak mogłem - zadrwił wyjeżdżając z terenu szkoły - Przepraszam, jaśnie panią.
- Chwila. Park Rode jest w lewo, czyżbyś pomylił drogę do domu? - zadrwiłam.
- Nie jedziemy do domu - odparł stukając palcami o kierownicę.
- To gdzie jedziemy? - jęknęłam zniecierpliwiona.
- Pomyślałem, że o..odwiedzimy tatę - zająknął się. Otworzyłam usta ze zdziwienia i przypomniał mi się tamten dzień.

- Ethan ja nie chcę - szlochała nastoletnia Julie, ciągnięta przez starszego brata - ja nie chcę się żegnać z tatą.

- Błagam, nie zachowuj się jak dziecko - jęknął.

- Ja nie chcę tam iść!

- Żeby córka nie była na pogrzebie własnego ojca? Wstyd i hańba.

- Jego własna żona dalej jest na wakacjach i jej też nie będzie - oburzyła się.

Ethan zatrzymał się i wbił wzrok prosto w oczy swojej siostry.

- Ile razy mam ci powtarzać - mówił przez zaciśnięte zęby - matka nie pojechała na wakacje. Uciekła rozumiesz? U-c-i-e-k-ł-a.

- Tato mówił co innego - fuknęła na chłopaka bawiąc się materiałem bluzki.

- Co miał powiedzieć dziecku? - złapał dziewczynę mocno za łokieć i pociągnął w stronę cmentarza - Rusz się. Ostatnie pożegnanie jest ważne. Bardzo ważne. 
Julie zamknęła oczy i skupiła całą swoją energię na łokciu, który trzymał jej brat. Czuła, że w tym miejscu buzuje jej krew. Robi się gorące.

- Cholera! - Ethan odskoczył od dziewczyny.

- Co? - spytała niby to niewinnie.

- Twój łokieć...

Julie dotknęła tego miejsca. Rzeczywiście, było gorące, jak rozżarzone żelazo. 


Jak to możliwe, że zapomniałam o tym co wtedy się stało? Pominę to, że siłą zostałam zaciągnięta na pogrzeb taty, bo nie chciałam tam iść, to mnie za bardzo bolało. Patrzeć gdy ciało ukochanej osoby znika w dziurze w ziemi. Świadomość, że z tego ciała nie zostanie nic a nic, gdy zjedzą je robaki. Jak mogłam zapomnieć, co wtedy zrobiłam? Mój łokieć miał z pewnością większą temperaturę niż jest w strefie równikowej. Tylko jak to możliwe?
- Julie, słuchasz mnie? - wzdrygnęłam się na dźwięk głosu Ethana.
- Zamyśliłam się - odpowiedziałam powoli przeczesując włosy.
- Jesteśmy na miejscu - odpiął pas i wyjął kluczyk ze stacyjki. Nie ruszyłam się. Oddychałam bardzo powoli.
- Ja nie idę - wykrztusiłam. Trzęsły mi się kolana.
- Julie - jęknął - czemu? Zapalimy tacie znicza i pojedziemy do domu.
- Idź sam - ponagliłam - ja... ja źle się poczułam.
Teraz moim celem było przypomnieć sobie, co wtedy zrobiłam. Przymknęłam oczy i pomyślałam o piasku gorącej pustyni. Krew wrzała w moich żyłach. Czułam jak moje całe ciało staje się niczym rozżarzone żelazo.
- Co ci jest? - przyłożył mi rękę do czoła.
Wiedziałam co się stanie.
- Cholera jasna! - błyskawicznie odrzuciło go ode mnie - Jedziemy do szpitala.
- Ale... - zaczęłam, ale zrobiło mi się tak gorąco, że oczy same mi się zamknęły i odpłynęłam.
~*~

No i jest pierwszy. Muszę przyznać, że ciężko mi się go pisało, bo najcięższe są dla mnie początki. :( Jest trochę krótki, ale od czegoś trzeba zacząć. Poświęciłam mu 5 godzin. Nie jestem jakoś super zadowolona, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Zachęcam do komentowania, przyjmuję każdy komentarz, ten pozytywny i negatywny. Włączyłam anonimowe komentarze. Zapraszam do zakładki ,,Wasze opowiadania''. Możecie się tam zareklamować i mieć pewność, że zajrzę na wasze blogi. :) To tyle, do następnego! :*

piątek, 10 października 2014

00. Prolog

  Co może zrozumieć trzyletnia dziewczynka? Złapiesz ją za małe dłonie i powiesz ,,Julie, kochanie, mama pojechała na długie wakacje''. Dziecko ci uwierzy, bo dlaczego miałbyś je okłamywać? Dlatego, że jest za mała by cokolwiek zrozumieć, czy dlatego, że zwyczajnie na świecie się boisz?
- Julie, już późno, chodź, położymy się spać.
- Nie tato - odpowiedziała rezolutnie - czekam na mamę, pewnie przywiezie mi coś z wakacji.
- Kochanie - ojciec zaczął przeczesując palcami włosy - mama nie wróci dzisiaj.
- A kiedy?
- Nie wiem.
- To do niej zadzwoń - ziewnęła i rozłożyła ręce na boki.
- Jutro zadzwonimy - skłamał - a teraz do łóżka.
- Obiecujesz? - złapała się za blond warkoczyka patrząc na ojca intensywnie.
- Przysięgam.



Minęły trzy lata, a mama nie wracała z ,,wakacji''. Nikt nie ruszył telefonu, by do niej zadzwonić. Juliet już nie pamiętała twarzy swojej rodzicielki. Jak to jest, po prawie wszystkie dzieci z przedszkola przychodzi mama, a po nią? Brat lub tatuś. Dziecko wielokrotnie się nad tym zastanawia. Gdzie się podziewasz, mamo?



- Ethan ja nie chcę - szlochała nastoletnia Julie, ciągnięta przez starszego brata - ja nie chcę się żegnać z tatą.
- Błagam, nie zachowuj się jak dziecko - jęknął.
- Ja nie chcę tam iść!
- Żeby córka nie była na pogrzebie własnego ojca? Wstyd i hańba.
- Jego własna żona dalej jest na wakacjach i jej też nie będzie - oburzyła się.
Ethan zatrzymał się i wbił wzrok prosto w oczy swojej siostry.
- Ile razy mam ci powtarzać - mówił przez zaciśnięte zęby - matka nie pojechała na wakacje. Uciekła rozumiesz? U-c-i-e-k-ł-a.
- Tato mówił co innego - fuknęła na chłopaka bawiąc się materiałem bluzki.
- Co miał powiedzieć dziecku? - złapał dziewczynę mocno za łokieć i pociągnął w stronę cmentarza - Rusz się. Ostatnie pożegnanie jest ważne. Bardzo ważne. Julie zamknęła oczy i skupiła całą swoją energię na łokciu, który trzymał jej brat. Czuła, że w tym miejscu buzuje jej krew. Robi się gorące.
- Cholera! - Ethan odskoczył od dziewczyny.
- Co? - spytała niby to niewinnie.
- Twój łokieć...
Julie dotknęła tego miejsca. Rzeczywiście, było gorące, jak rozżarzone żelazo. 



Dziś Juliet ma szesnaście lat. Czy wiele się zmieniło? Nie wydaje mi się.

Ludzie nie mają pojęcia na jakim świecie żyją. Nie wiedzą też, że inne światy istnieją...